• Wpisów:3
  • Średnio co: 1 rok
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 14:32
  • Licznik odwiedzin:2 563 / 1512 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Po raz pierwszy od 3 lat mam ochotę zrobić sobie krzywdę.
 

 
Jest 15:16 a ja zaczynam pisać ten wpis.
Od rana próbuje uczyć się na jutrzejszy egzamin, mój pierwszy na studiach. Ciekawe jak będzie wyglądał. Macie jakieś wspomnienia ze swoim pierwszym kolokwium?
Wyszłam na chwile do sklepu aby kupić kilka rzeczy dojedzenia i tabletki, bo mamuśka zachorowała, cóż zawsze jak wraca z Turcji to choruje. Ale nie o tym teraz. Będąc już przy kasie wydze promocje na szampana, mówię sobie w myślach - pod naukę, nic mi się nie stanie. Kupiłam. Od tygodnia zastanawiam się, czy ja nie mam problemu własnie z alkoholem. Od końca października piję jak coś mi się nie uda, jak się zasmucę, albo poczuje, że jestem osamotniona.
(Napiłam się łyka szampana)
Jak widać nie chodzi tutaj o jakieś wypady na imprezę ze znajomymi, bo takich nie ma, wole w domu i sama. Nie chodzi o to, że mieszkam sama od ponad roku, bo przecież wcześniej żyłam bez picia, bo coś się stało. Może to jest jakaś ucieczka przed tym, że nie chce z nikim mówić o swoich zawodach? Myślę, że to wszystko ze zdwojoną siłą przyszło po takim zawodzie wtedy. A teraz już z nikim nie móie zbytnio o uczuciach o tym co sie dzieje, bo raczej nic się nie dzieje i nie umiem się otwierać od tak, mimo, że otwarta do ludzi i na ludzi zawsze jestem.
Z alkoholem jakoś nauka mi szybciej i lepiej przychodzi, nie wiem dlaczego. Może ktoś wie? Ktos ma jakiś pomysł? Chyba nie stałam się psem Pawłowa kiedy widzi wino i sobie nie wmówił, że tak jest lepiej, co?
 

 
Usunęłam wszystkie poprzednie wpisy, co widać, pusto tutaj. Dlaczego to zrobiłam? A po co coś starego i wspominać piąte przez dziesiąte to co było mało ważne. Podobno ostatni wpis miał około roku, a rok to dużo czasu. Co sie zmieniło przez rok? Poszłam na studia, cały czas mieszkam sama, nie mam kilku kolczyków, zaczęłam doszukiwać się w codzienności przyjemności życia. Kiedy inni nie mają siły wstać z łóżka, bo pogoda nie taka, ja wstaje bez problemu i uśmiecham się jak widzę ich zmęczone twarze(zapewne kiedyś też taka byłam).
Budząc się po wieczornym spotkaniu ze znajomą z roku, stwierdziłam, że nie mogę tak z dupą siedzieć, że muszę coś zrobić w swoim życiu. Myśląc dalej, podrapałam się po głowie, wstałam i zrobiłam sobie mięty, umyłam się i pisze.
Chyba i dieta przyszła, bo dlaczego nie? Zrzucę kilka kilo i będzie mi lepiej. Ale jaka dieta? Och, sama nie wiem, gdybym wiedziała bym napisała, ale powiedzmy, że do 1000 kalorii. Będę też ćwiczyła między swoimi zajęciami. Nie wyznaczać celów ile mam schudnąć, bo tak to jest z moimi planami, coś zaplanuje i nie wypala, kiedy będę chciała przestać to przestane.
Szukam cały czas tego CZEGOŚ, tego COŚ, co mi brakuje. To jest najgorsze. Wszystko się ma, ale CZEGOŚ brakuje. "W poszukiwaniu CZEGOŚ". Przyjmijmy że to jest nazwa tego wpisu, bo dlaczego nie? To się uda, bo i ja tak będę myślała i Wy.

A co dziś będę jadła? Same dobrocie!
śniadanie: kaki i owoc kaktusa(235kcal)
obiad: krewetki na masełku (600kcal)
kolacja: jeszcze nie wiem ale coś wymyśle

Jak tam u Was? Co się przez ten rok zmieniło? Opowiadajcie!